Wspomnienie targu w Mediolanie

mediolan1

W tak szare i pochmurne dni, jakie towarzyszą nam ostatnio z sentymentem wspominam jesienne poranki, kiedy w sandałach i sukience kręciłam się pomiędzy straganami w Mediolanie. Szczególnie lubiłam sobotnie targowiska … jedną z ulic nieopodal centrum wyłączano z ruchu, a następnie wypełniały ją stoiska, które trudno było ogarnąć wzrokiem. Na targu można było znaleźć wszystko – od majtek (2 sztuki za 1 euro! – obawiałabym się kupować), przez torebki, zabawki dla dzieci, sprzęt elektroniczny itd. Te stoiska nigdy jednak nie zwracały mojej uwagi – wolałam się skupić na bazarach pełnych egzotycznych owoców, karczochów, oliwek, ryb i owoców morza. Wkraczając na targ od razu słyszałam przekrzykujących się sprzedawców „Tre salate uno euro”, „Due chilogrammi mandarini uno euro” – trzy sałaty 1 euro, 2 kg mandarynek 1 euro. Zaletą takich targów było to, że rzeczywiście można było kupić warzywa i owoce znacznie taniej. Niejednokrotnie zdarzało się tak, że za cenę, którą zapłaciłabym w sklepie, kupowałam 3 razy więcej. Jedno ze stoisk po prostu uwielbiałam. Niejaki Signore Marcello sprzedawał na nim pomidory z różnych regionów Włoch – zazwyczaj miał ok. 30 rodzajów. Najlepsze oczywiście były te z samego południa Włoch, a zwłaszcza „cuore” („serca”) z Sycylii. Niestety bezskutecznie szukałam ich potem w Polsce …

Decyzja o wyjeździe do Włoch na pół roku nie była przypadkiem. Chciałam poznać ten kraj o bogatej historii, w którym na dodatek piłka nożna traktowana jest niemal jako religia. Ponadto od lat uważałam Italię za ojczyznę ludzi kochających jedzenie i wiedziałam, że od kogo innego jak nie od nich mogę czerpać i poszerzać moją wiedzę na temat śródziemnomorskich smaków. Podczas pobytu sporo dowiedziałam się na ten temat od poznanych tam przyjaciół, ich rodzin, kucharzy z restauracji, w której brałam kulinarne szlify, ale także od osób, które sprzedawały towary na targach. Zawsze starałam się podpytywać o pochodzenie produktu, jakość itd. Każdy Włoch zwraca na to uwagę i ceni ludzi, którzy robią podobnie. Możesz nie do końca znać włoski, a wręcz kaleczyć język Dantego i Petrarki, ale jeśli udowodnisz, że jakość jedzenia ma dla ciebie znaczenia, podbijesz serce niejednego mieszkańca Półwyspu Apenińskiego.  Nie będzie się dla niego liczyło, że za Tobą stoi kilkanaście osób, bo ważniejsze jest, by mógł spokojnie wytłumaczyć na czym polega wyższość sera z Piemontu, od tego z Umbrii i to we Włoszech jest piękne … liczy się to byś czerpał radość ze spędzanego czasu, rozmów z ludźmi, a nie był jego niewolnikiem …

Mi manca Te Milano!

mediolan3

        mediolan4

mediolan5

mediolan6

mediolan2

A po powrocie z targu było dużo gotowania. Powstawało m.in coś takiego:

mediolan7

        mediolan8

8 thoughts on “Wspomnienie targu w Mediolanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.